Karrex Dyskusja rozpoczęta przez Karrex 9 miesięcy temu

LWÓW / Model by kpt. ż.w. MIECZYSŁAW NARKIEWICZ

Skala 1:100
Kilkanaście lat temu (bodajże w 1996 r.), z przyczyn zawodowych przy okazji pozyskiwania materiałów dot. żaglowców szkoleniowych, byłem w Wyższej Szkole Morskiej (obecnie Uniwersytet Morski) w Gdyni, a tam w Sali Tradycji był eksponowany model "LWOWA"



Zrobiłem kilka zdjęć, niestety bez detali





Na Kodze wyłapałem informację, że powstają plany LWOWA, więc sobie na nie poczekam :-)
Szkoda, że na 100-lecie LWOWA (mamy już 2020 r.) takie plany nie powstały.

Pokłosiem wizyty w 1996 r. jeszcze w Wyższej Szkole Morskiej były obrazy marynistyczne m.in. "LWOWA" i "DARU POMORZA".
Tak to wyszło


Moja wizja dziewiczego rejsu LWOWA na tle RIO DE JANEIRO.


W 2009 roku znów skierowałem kroki, tym razem do Akademii Morskiej (od 2001 r.), niestety modelu nie było, gdyż był od 2008 w Tczewie, ale dowiedziałem się, że twórcą tego modelu jest "... kpt. ż.w. MIECZYSŁAW NARKIEWICZ;
model jest w skali 1:100, w zbiorach Sali Tradycji AM w Gdyni od 8.09.1980 r.
Niestety Akademia nie posiada w zbiorach szczegółowego planu żaglowca, ani planów modeli ..." (są dwa modele).

Będąc w Tczewie (w Muzeum Wisły) na IV Zlocie Kogi w 2010 roku, miałem okazję drugi raz pofotografować prezentowany model (ze szczegółami, ale niewystarczającymi).

http://www.koga.net.pl/fo...?p=41702#p41702







Zdjęcie z neta

_________________

Obecnie (marzec 2020 r.) model jest w GDYNI, na Uniwersytecie Morskim (od 2018 r.).




W prezentowanym już wątku z FOW znajdziemy wypowiedź kol. Janusza Kozaka na temat zdjęcia modelu LWOWA



JanuszK napisał:
    Model jest bardzo niezwykły. Po analizie detali widocznych na zdjęciu wymyśliłem własną jego historię (może ktoś potrafi ją zweryfikować :-) ). Mianowicie wygląda jakby został wykonany przez kogoś kto pływał na Lwowie, prawdopodobnie jako uczeń, w początkowym okresie jego służby pod biało-czerwoną. Potem ich drogi się rozeszły. Na początku, lub w połowie lat 30., ów ktoś wrócił pod żagle ale już na Dar Pomorza i wtedy powstał ten model. Autor posługując się własną pamięcią albo i albumem ze zdjęciami z okresu gdy pływał na Lwowie odtworzył znakomitą większość detali z tamtego czasu. Natomiast w miejscach gdzie pamięć go zawiodła i nie posiadał innych źródeł pomagał sobie tym co widział na Darze.
    Spróbujmy "przeczytać" go po kolei zaczynając od rufy.
    Historię Lwowa najłatwiej jest podzielić na dwa okresy: kiedy był biały i czarnobiały. Zmiana (na biały) nastąpiła w roku 1924 podczas zimowania w Cherbourgu. Ponieważ kadłub modelu jest biały to dość jednoznacznie określa do jakiego okresu powinien należeć i tym faktem będę się posługiwał jako odnośnikiem.
    Tak więc zaczynając od rufy mamy skrzynię maszyny sterowej z kołem sterowym, kompas i świetlik. Dalej powinna być zejściówka ale jest słabo widoczna pod wantami bezanmasztu oraz kabestan (to właśnie ten na którym p. Borchardt był uprzejmy połamać wszystkie handszpaki). Kolumna bezanmasztu - wszystkie maszty są koloru kremowego. Co prawda wszystkie zdjęcia jakimi dysponuję są czarno-białe ale odcień masztów jak i komina raczej nie kojarzy się z tą barwą (kremowe kolumny i reje ma Dar). Moim zdanie był to mniej lub bardziej ciemny odcień brązu. Wszystkie kolumny były nitowanymi rurami. Dopiero stengi były drewniane i na niektórych zdjęcia wydaje się że były ciemniejsze ale trudno to stwierdzić jednoznacznie. Komin przypuszczalnie był pomalowany na czarno lub w tym samym kolorze co maszty. Sterówka - mahoniowa, a więc z początkowego okresu służby. Na Lwowie w wersji białej sterówka już była też biała. Po prawej stronie kolumny bezanmasztu brakuje magazynu akumulatorów zasilających radiostację. W tamtym czasie przepisy wymagały już aby statki szkolne były wyposażone w radio, a radiostacje wymagały niezależnego zasilania. To niezależne zasilanie z kolei wymagało specyficznego umiejscowienia na statku. I jeszcze jeden szczegół dotyczący radia - antena na modelu jest rozpięta między grotem a bezanem. Rzeczywiście Lwów tak miał na początku. W czasie "białym" już miał antenę rozciągniętą aż do foka z charakterystyczną poprzeczką na topie grota.
    Wróćmy na pokład. Rufówka jest zamknięta pięknym relingiem z toczonymi słupkami i rzeczywiście dokładnie tak Lwów miał. Dalej są łodzie. Na modelu są cztery. W rzeczywistości było ich pięć. Robocza była na rostrach pomiędzy łodziami na pierwszej (licząc od dziobu) pokładówce. Była w ciągłym ruchu i jej brak na modelu w żadnym wypadku nie dyskwalifikuje wykonawcy. Łodzie bliżej rufy są efektownie wypuszczone na żurawikach. Z reguły były wożone na rostrach umieszczonych na platformach. W takiej pozycji mogły być jedynie przygotowane do opuszczenia na wodę i w tym momencie liny zabezpieczające tracą sens ale... właśnie tak woził swoje łodzie na rufie Dar Pomorza. No i znów szczegół "kolorowy" - w okresie "białym" w miejscu łodzi na prawej burcie był już słynny dziesięciowiosłowy kuter kapitański.
    Następnie znów wanty grota trochę zasłaniają widok ale pokładówka w tym miejscu jest dość dobrze widoczna. Niestety między nią a kolumną grota jest niewiarygodnie mało miejsca. Co prawda widoczne jest coś na kształt pompy zenzowej, która tam stała ale to nie wszystko. Powinien się tam jeszcze zmieścić "ogródek" z kołkownicami i ręczna pompa do wody. Dalej przed grotem winda parowa, pokrywa luku i pierwsza pokładówka. Tu wszystko jest mniej więcej ok. Przed fokiem na luku ładowni widać zejściówkę. Ciekawostką jest fakt, że ona w tym miejscu nie była zamontowana na stałe. Tzn. na niektórych zdjęciach jest widoczna, a na innych nie (jest nawet zdjęcie na którym widać ją leżącą na pokładzie obok luku). Z pewnością łatwiej byłoby wykonać na modelu sam luk. Widać jednak autor miał ambicję jak najwierniejszego odwzorowania statku za co należy mu się uznanie.
    Doszliśmy do dziobówki. Zastanawiające jest że na modelu na pokład dziobówki prowadzą dwie schodnie, na lewej i prawej burcie (tak jak na DP). Tymczasem na Lwowie była tylko jedna na burcie prawej. To dość istotny szczegół, który musiał się utrwalić każdemu kto biegał po jego pokładach. Biorąc pod uwagę dotychczasową wierność odwzorowania ten "rozjazd" musi budzić zdziwienie. Dzwon okrętowy na Lwowie był umieszczony w innym miejscu. Przyznaję że w dość dziwnym ale tak jest na zdjęciach - wisiał na relingu dziobówki od strony rufy. Natomiast podobnie jak przedstawiony na modelu, tylko nie na zbiorniku, wisi dzwon na Darze (na kolumnie żurawika na dziobówce). Ponadto na dziobówce pomiędzy zbiornikiem a burtami brakuje bębnów linowych. To też element wersji białej bo na początku ich nie było.
    Jest jeszcze kilka drobiazgów, ale o tym następnym razem.



cd.

Krzysztof Gerlach napisał:
    Na zupełnym marginesie arcyciekawych rozważań pana Janusza – reling dziobówki od strony rufy, to absolutnie nie jest „dość dziwne miejsce” na dzwon okrętowy. W tym miejscu zawieszano dzwon okrętowy przez setki lat! Co prawda chodziło o pokład dziobowy, nie dziobówkę (ale w czasach „Lwowa” do dyspozycji została tylko dziobówka), a było to „obowiązkowe” usytuowanie przede wszystkich na okrętach Royal Navy od około 1660/1665, jednak w XVIII i XIX wieku na rufowym końcu pokładu dziobowego zawieszali dzwon także co najmniej Francuzi, Holendrzy, Hiszpanie, Amerykanie, Wenecjanie. Miejsce stało się tak „uświęcone” przez tradycję, że starano się je zachować także dużo później i również na niektórych jednostkach cywilnych, mimo że w tym miejscu montowano na nich (a przy posiadaniu dziobówki - pod jej uskokiem) poziomą windę kotwiczną. „Lwów” nie był pod tym względem wyjątkiem – skierowany ku rufie dzwon na wysięgniku sterczącym z kołkownicy wieńczącej dziobową windę kotwiczną znajdował się np. na brytyjskim brygu „Neilson” z 1824, na brytyjskim kliprze „Camertonian” z 1848. Na rufowym relingu dziobówki można go było znaleźć też na szkockim kliprze „Kaisow” z 1868.

JanuszK napisał:
    Na początek jeżeli chodzi o dzwon to być może niejasno wyraziłem moje intencje. Dzwon na statku, zwłaszcza żaglowym miał do spełnienia określoną rolę. Myślę że jego położenie ogólnie - na dziobie (nie wnikając już czy był to koniec dziobówki czy środek pokładu dziobowego) wynikało z funkcji jakie spełniał. W pierwszej kolejności na statku wyznaczał rytm życia głównie załogi szeregowej, która z reguły była zakwaterowana właśnie w dziobowym kubryku. Drugą funkcją była pomoc w żegludze w trudnych warunkach takich jak np. mgła. Być może spełniał też jakieś funkcje reprezentacyjne przy wizytach znamienitych gości, chociaż statków handlowych to chyba raczej nie dotyczyło. Nie wiem czy położenie i wielkość dzwonów było uregulowane jakimiś przepisami. Chyba raczej nie, co można zilustrować np. gigantycznym dzwonem z Horneta (może w tym przypadku chodziło o jakieś proporcje wielkości dzwonu do wielkości okrętu który go woził :lol: ).
    [...]
    Żeby sięgnąć buliny trzeba było albo karkołomnie wychylić się zza zbiornika wody słodkiej ryzykując upadek na pokład niżej albo podskakiwać z pokładu głównego (może poza kol. Borhardtem, on zapewne sięgał bez problemu).
    Nie mniej dziękuję p. Krzysztofie za ciekawą uwagę. Do tematu kliprów, które Pan przywołał pewnie tu wrócimy bo już czuję przez skórę że pojawią się pytania czy Lwów był kliprem (skoro ten termin tu padł).

    Na razie zakończmy sprawę modelu. Zostało kilka drobiazgów ale dość niezwykłych.
    Sztaksel między bezan- a grotmasztem. Na tym sztagu Lwów nigdy nie nosił żadnego żagla. Może w czasach gdy jeszcze był fregatą (ale wtedy nie był Lwowem). Za to Dar jak najbardziej.
    Zaintrygował mnie znak wolnej burty tak precyzyjnie odwzorowany na modelu. Przyznaję, że nigdy do tej pory nie analizowałem dostępnych zdjęć pod tym kątem. Jednak rzeczywiście jako statek towarowy musiał coś takiego mieć i słabo ale jest on widoczny na niektórych zdjęciach. Ciekawostką jest drabinka obok znaku. Obejmuje ona jedynie dwa wskazania - wodę słodką i zimowy Północny Atlantyk.
    Kolejną ciekawostką są tajemnicze furty w burcie tuż nad linią wodną. Są stosunkowo niewielkich rozmiarów (ok. 20-25 cali w kwadracie) dlatego mało prawdopodobne aby tą drogą statek mógł być załadowywany. Myślę że ich przeznaczeniem było wspomożenie wentylowania ładowni. Na zdjęciach są słabo widoczne spod warstw farby co sugeruje że były już od dłuższego czasu nieużywane i zaślepione na stałe.
    Na modelu jest pięknie odwzorowana klasyczna kotwica Halla. Lwów woził taką w późniejszym okresie służby. Pierwotnie (i to dość długo bo jeszcze w okresie "białym" widać ją na zdjęciach) woził kotwicę trochę inną, wyglądającą na nim dość karykaturalnie (ale może to moje prywatne odczucie), którą ja określam mianem holenderskiej (bo nie znalazłem tego wzoru w posiadanych przeze mnie podręcznikach budowy okrętów).



    Ostatnia sprawa to wylot wału i śruba. Lwów miał dwa silniki napędzające dwie śruby. Myślę że to rozwiązanie zostało podyktowane chęcią obniżenia kosztów przebudowy. Montowanie jednego silnika z jedną śrubą w osi wiązało się z poważną przebudową konstrukcji rufy. Tu się przyznam, że widziałem zdjęcie Lwowa stojącego w doku gdzie wszystkie te elementy są doskonale widoczne. Niestety nie mam go w swoich zbiorach. Mogę powiedzieć że generalnie różnice na modelu dotyczą jedynie śruby - na Lwowie była czteropiórowa i przejścia wału przez kadłub - nie było wykonane w formie takiego gigantycznego odlewu jak na modelu. Była to najprostsza z możliwych tuleja gwarantująca szczelność kadłuba w tym miejscu.
    I to tyle jeżeli chodzi o model.


Jeżeli ktoś miałby jakieś zapytania lub chciałby wyrazić polemiczną opinię proszony jest o dokonanie tego na portalu FOW, aby autor (autorzy) mógł się do tego odnieść.

http://fow.pl/forum/viewtopic.php?p=152360#p152360


_________________
Pozdrawiam
Karol